Hylics

Czy gry mogą być formą sztuki? W ciągu ostatnich lat pytanie to wciąż wyłania się w świecie graczy i recenzentów, paradoksalnie jednak, temat dotyka głównie gier szeroko rozpoznawalnych i dość przystępnych, zamiast niszowych. Hylics, jako produkcja stworzona w RM, jest niszą w niszy, lecz to ona zajęła miejsce na wystawie zorganizowanej przez muzeum sztuki w stanie Georgia. Ponieważ mamy jednak do czynienia z jRPG-iem, który oprócz oczywistych walorów estetycznych, realizuje również konkretne motywy, może lepszym pytaniem byłoby – czy rozgrywka może być pogodzona z wyrazem artystycznym?

Autor gry, Mason Lindroth, jest artystą i fotografem, który ma również na koncie wiele surrealistycznych gier komputerowych, wliczając niedawno wydanego sequela Hylics. Trzeba zaznaczyć, że obie części są grami płatnymi, dostępnymi na Steam, chociaż ich ceny są przystępne.

Omawiając tytuł należy w pierwszej kolejności zaadresować grafikę. Stworzona jest w oparciu o modelowanie plasteliną, z wykorzystaniem technik fotograficznych i rysunków. Płynne formy, przypominające trochę dzieła Dalego, dominują na ekranie, lecz są tu też miejsca, w których autor bawił się perspektywą. Screeny nie oddają jednak wszystkiego, bo gra jest pełna animacji. Postacie poruszają się wyrzucając kończyny w powietrze lub wijąc się, obiekty z którymi dokonujemy interakcji, rozpadają i rozpaćkują się, a całości dopinają dynamiczne, niemal przyprawiające o zawrót głowy tła walki i szalone animacje umiejętności. Oglądanie świata gry zdecydowanie jest tu głównym atutem. Oprawę dopełnia zaskakująco spokojna muzyka, którą można zaklasyfikować do psychodelicznego rocka. Przez to atmosfera gry, mimo chaosu w niej obecnego, daje raczej wrażenie leniwości.

Można powiedzieć, że Hylics jest sam w sobie galerią sztuki, bo każde miejsce jest tu inne, nierzadko również czeka nas zaskoczenie, gdy coś okazuje się być czymś innym, niż na pozór jest. Całość zachowuje jednak spójny styl i motywy. Więc o czym jest właściwe ta gra? Moim zdaniem o materii i jej przepływie, bowiem hyle w starożytnej grece to materia. W wierzeniach gnostyków osoby przywiązane do materii (w angielskim „hylics”), stanowiły najniższy typ ludzi. Świat gry jest więc przywiązany do niej – walczymy z „robakami”, które są równocześnie hodowane przez jego mieszkańców, zbieramy stosy „dolców”, aby kupić artykuły spożywcze takie jak hot-dogi czy sok (które w walce odnawiają „ciało” – punkty życia), a jedyne maszyny znane z naszego świata to mikrofalówki, telewizory, automaty do wody i wanny. Nawet gdy przegramy walkę i nasz bohater rozpływa się w kupę mięsa i kości, przechodzimy jedynie do zaświatów, w których zebrane z pokonanych wrogów mięso można przerobić w maszynce do mielenia na większą rezerwę „ciała”, by następnie wrócić do świata za pomocą teleportera.

Nie wspominałem dotychczas o fabule, ale jej w zasadzie nie ma. Nasz bohater nazywa się Wayne, a jego celem jest pokonanie księżycowego tyrana Gibbiego. To gra słów – w angielskim „waning gibbous” to szósta faza księżyca. Nasze zadanie nie ma jednak uzasadnienia. Większość dialogów w grze to generowany automatycznie bełkot, z którego można wyłapać niewiele. Tu też zaczyna się największy problem Hylics. Mimo, że tytuł zaskakuje różnymi sytuacjami, a cztery postacie, które w końcu będą w drużynie, można nawet polubić, to z czasem dziwność powszednieje, a bezsens nie daje motywacji do grania i ostatecznie spłyca wrażenia. Gdy ukończyłem grę po dwóch godzinach byłem już na granicy tolerancji dla niej.

Rozgrywka jest oparta o zwiedzanie pół-otwartego świata. Przemy w nim ciągle do przodu, w zasadzie po omacku. Eksplorujemy kolejne miejsca w poszukiwaniu różnych zasobów i telewizorów, z których „uczymy” się kolejnych umiejętności. Pokonujemy wrogów lub ich unikamy, czasem rozwiązujemy proste łamigłówki. Tytuł wymaga jednak dużej cierpliwości. Brak wyjaśnień powoduje poczucie zagubienia, a gra jest często niesprawiedliwa. Łatwo pominąć niektóre miejsca, chociaż zebranie sojuszników jest kluczowe dla sukcesu w walkach. Te są niestety standardowe, ale kompetentnie wykonane. Chociaż ich poziom trudności jest satysfakcjonujący i bawiłem się przy nich dobrze, to nie znajdziemy w nich nic odbiegającego od standardów jRPG-ów. Można powiedzieć, że w ogóle w grze brakuje odpowiednich mechanik, które współgrałyby ściślej z jej tematem. Niestety – muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o unię rozgrywki i sztuki, Hylics nie odnosi sukcesów.

Podsumowując, Hylics jest grą, którą dość trudno polecić szerszemu gronu. Jeśli chodzi o walory artystyczne, to spisuje się ona świetnie i zdecydowanie jest warta zakupu. Jeśli jednak oprawa, zaskoczenie i poznawanie motywów gracza nie interesuje, raczej nie ma powodu, aby do niej podchodził.

Kryzz333

Autor gry: Mason Lindroth
Wersja RM: VX Ace
Gatunek: RPG
Status: Pełna wersja
Rok wydania: 2015
Download: Steam

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.